„Rower ma duszę. Jeśli go pokochasz da ci emocje, których nigdy nie zapomnisz” – Mario Cipollini
Na pałuckim szlaku

Kolejny rowerowy weekend spędzamy poza domem, tym razem w Biskupinie. Ostatnio do pogody mamy niesamowite szczęście, ponieważ słupek rtęci pokazuje ponad 30 stopni Celsjusza. Co dla na jest szczęściem dla niektórych, zwłaszcza tych co nie jeżdżą na rowerze, może być nieszczęściem. Jednak wg nas taki upał jest o wiele lepszy niż deszcz, czy silny wiatr, bądź niska temperatura.

 

Mieliśmy jechać do Powidza, gdzie ponoć znajduje się najczystsze jezioro w okolicy Poznania, ale spędzenie jednej nocy pod namiotem zrujnował nasze (czytaj syna i moje) plany. Mama oznajmiła nam, że pod namiotem się nie wyśpi... I jak tu polemizować? Wieczorem szybki rzut oka na pewną stronę z noclegami w poszukiwaniu taniego noclegu i tak wylądowaliśmy koło słynnego Muzeum Archeologiczne w Biskupinie.

Muzeum w Biskupinie oraz kolej wąskotorowa, którą można pojechać z Gąsawy przez Biskupin i Wenecję do Żnina to zdecydowany must have wszystkich uczniów w promieniu 200 km. Nie znam osoby, która by tam nie była podczas wycieczki szkolnej. My też tam byliśmy! Ale około 20 lat temu....

Wyruszamy na zaplanowaną 30 km pętlę spod Zajazdu Biskupin. Plan jest taki, aby w za półmetkiem naszej drogi zatrzymać się na jakieś plaży i zażyć kąpieli w jednym z okolicznych tu jezior. Z Biskupina do Wenecji, w której oprócz przystanku kolejki wąskotorowej znajduje się muzeum kolejowe oraz ruiny zamku, jest zaledwie 3 km. Nie zatrzymujemy się tylko jedziemy dalej drogą asfaltową a później leśną ku miejscowości Pniewy. W lesie znowu widzimy zniszczone drzewa po zeszłorocznej wichurze, która zdemolowała najbardziej rejony Rytla, który oddalony jest stąd jakieś 100 km w linii prostej.

Jedyna nerwowa sytuacja dzisiajszego dnia, a wszystko przez piachy...

W Pniewach widać ładnie falujący teren, gdzie w dole ulokowany jest ciąg jezior obok których będziemy przejeżdżać. Kolejno koło jeziora Faluskie, Chomiąskie i Oćwieckie. Nad tym drugim zatrzymujemy się w ośrodku Gród Piasta, gdzie czeka na nas plaża wraz z pomostem. Wstęp do grodu jest płatny (6zł od osoby dorosłej, dziecko do lat 7 za darmo), ale oprócz plaży znajdziemy tu małe zoo, restaurację oraz domki pod wynajem. Po kąpieli jedziemy dalej mijając ostatnie już jezioro. Wyjeżdżając z lasu i mając przed sobą Gąsawę nagle zaczęło mocno wiać nam w twarz. Dookoła sine chmury z których na szczęście nie zaczęło padać. Pomagając Ignacemu jechać, trzymając rękę na jego plecach, pokonujemy razem napotkane wzniesienia.

Droga do Grodu Piasta

Jezioro Chomiąskie

Plaża z pomostem

Atrakcje Grodu Piasta

Fotka z danielem

Widok na jezioro Chomiąskie z ośrodka

W niedzielę udajmy się do Muzeum w Biskupinie. Zwiedzamy słowiańskie chaty, poznając kulturę ówczesnej ludności na terenach dzisiejszych Pałuk. Ignacy podąża trochę znudzony, dopytując się kiedy w końcu pojedziemy wąskotorówką. Zakupujemy pamiątki, ówczesną monetę oraz łuk ze strzałą za całe 12 zł i który o dziwo trzyma do dnia dzisiejszego (w chwili pisania 7 dzień) i co najważniejsze dostarcza dużo zabawy i radości. Przeczekując przelotny deszcz zatrzymujemy się pod dachem muzealnej wystawy, gdzie znienacka dwaj panowie kreślą nam nasze karykatury, które później nam wręczają! Ignacy za namową pewnej pani zaczyna rysować pana z łukiem, który wybiera się na polowanie. Pani okazała się plastyczką, która od tygodnia w Biskupinie przygotowuje pracę na przeróżne wystawy. Słysząc, iż wieczorem chce pojechać autobusem do Poznania oferujemy jej podwózkę z czego skrzętnie skorzystała.

Młody łucznik

Ale zanim pojechaliśmy do domu musieliśmy obowiązkowo przejechać się kolejką. Plan był taki, aby zabrać do pociągu rowery i ze Żnina, do którego jedzie wąskotorówka, wrócić już o własnych siłach pedałując. Przyjeżdżając na ostatnią chwilę na peron w Biskupinie konduktor oznajmia nam, iż nie ma już miejsca i sugeruje jechać do Wenecji, w której zapewne zwolnią się miejsca. Bez zastanowienia jedziemy czym prędzej, aby zdążyć na pociąg. Ignacy prowadzi peleton, którego średnia zapewne była powyżej 20km/h. Takie bynajmniej mamy odczucie, ponieważ liczników nie posiadamy. W Wenecji rzeczywiście zwolniły się miejsca i mogliśmy udać się do Żnina, aby w okolicach rynku rozkoszować się lodami w pobliskiej lodziarni. Czekał nas jeszcze około 15 km powrót do auta. I tak zakończył się nasz weekendowy wypada po ziemi Pałuckiej.

W pogoni za kolejką. Wenecja, po prawej ruiny zamku.

Kolejka wąskotorowa, lokomotywa made in Romania

Już niedaleko Żnin.

Wenecja z lotu googla. Położona pomiędzy jeziorami, stąd zapewne nazwa miejscości.

Trasa naszej wycieczki:


strzałka do góry